Moja czekoladziarnia
Wymarzona czekoladziarnia funkcjonuje sobie w mojej wyobraźni. Jest położona przy spokojnej, brukowej uliczce, w starej kamiennicy. Prowadzą do niej drewniane drzwi z rzeźbieniami. Ich otwarcie wprawia w radosne, dźwięczne drgania, maleńki dzwoneczek. W środku panuje przyjemny półmrok. Podłoga drewniana. Skrzypiąca. Z ciemnych, długich desek. Tu i tam okrągły stoliczek, nakryty wydzierganym na szydełku obrusem. Stary przeszklony kredens z filiżankami na tle kwiecistej tapety. Na patefonie faluje czarny winyl. Mieczysław Fogg, ”Kochana”. Miękki, aksamitny dźwięk, trzaski płyty i akordy pachnących przypraw. Czekoladziarka pełna pralinek we wszystkich odcieniach brązu. Ja, za ladą retro, wygiętą w przytulny łuk, przygotowuję w ogrzanej, białej, porcelanowej filiżance, gorącą, gęstą czekoladę z cynamonem. Człowiekowi, który nie może przestać się uśmiechać.




Idealnie cię rozumiem. Takie miejsce to prawdziwa “ziemia obiecana” dla każdego czekofila. ;-)
I przy okazji skrycie marzę o założeniu takiego czekoladowego królestwa.
Nie wiem czy czytałaś powieść Czekolada autorstwa Joanne Harris, której akcja dzieje się w miałym francuskim miasteczku i opowiada o adaptacji matki z córką i założenie chocolaterie tuż przed okresem Wielkiego Postu. Bardzo polecam.
Ness.Marie
26 Maj 2010 at 19:35